AL NUR - KLEJNOT DUCHOWEGO UZDRAWIANIA
Z dr Antonem Kallasem, uzdrowicielem, chiropraktykiem, hipnoterapeutą oraz twórcą metody Al Nur rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.

- Historia Pana życia jest niezwykle barwna i mogłaby posłużyć za scenariusz filmu przygodowego.
- Nie należę do osób, które lubią się chwalić swoimi osiągnięciami i doświadczeniem, ale tak jest w istocie. Co ciekawe, prawie wszystkie koleje mojego losy przepowiedział mi dawno temu słynny zakonnik ojciec Czesław Klimuszko, który przyjaźnił się z moim własnym ojcem. Mój tato po ukończeniu studiów watykańskich stał się specjalistą od języków martwych i biblijnych dzięki czemu nie raz służył pomocą samemu prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu jako jego osobisty tłumacz i interpretator starych tekstów.

- A zatem wychował się Pan w uwielbieniu dla zapomnianych języków oraz kultury Bliskiego i Dalekiego Wschodu?
- Tak właśnie wyglądała moja młodość. Zdolności językowe z pewnością odziedziczyłem po ojcu, tylko że on fascynował się Biblią natomiast mnie zawsze intrygowały różne metody uzdrawiania oraz muzyka, dlatego też jednocześnie studiowałem medycynę oraz muzykę. Wkraczając w życie zawodowe jako początkujący dyrygent poznałem pewnego Rosjanina o nazwisku Kuroczkin, który zajmował się członkami bydgoskiego baletu nastawiając im wywichnięte stawy i prostując nadwyrężone w czasie skoków i unoszeń kręgosłupy. To właśnie dzięki niemu poznałem wiele ludowych sposobów nastawiania kręgów i mogłem porównać je z wiedzą jaką zdobyłem w Akademii Medycznej. Zrozumiałem także, że różne style uzdrawiania można ze sobą łączyć, gdyż wspaniale się uzupełniają.

- Wkrótce wyjechał Pan na Bliski Wschód dzięki czemu mógł poznawać kolejne egzotyczne metody uzdrawiania.
- Moja podróże po Bliskim i Dalekim Wschodzie trwały prawie dwadzieścia lat. Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Będąc wraz z zespołem na występach w Londynie pomogłem jednemu arabskiemu studentowi ratując go z finansowej opresji. W kilka tygodni później otrzymałem od niego list, nie tylko ze zwrotem gotówki, ale także z biletem lotniczym i oficjalnym zaproszeniem do Dubaju. Studentem okazał się młody książę z rodziny Al Maktum, która rządzi Dubajem. Po przyjeździe do Emiratów Arabskich moje wykształcenie medyczne bardzo się przydało, gdyż od razu zostałem zatrudniony w tamtejszym ministerstwie zdrowia jako specjalista od fizjoterapii. Po godzinach pracy oraz w czasie urlopów mogłem swobodnie rozwijać swoją pasję jaką było poznawanie alternatywnych sposobów uzdrawiania.

- Czy tamtejsi uzdrowiciele chętnie zdradzali Panu swoje tajemnice?
- Przyznaję, że nie było to łatwe. Bardzo często sam musiałem zaprezentować najpierw swoje umiejętności, a dopiero potem uzdrowiciele wtajemniczali mnie krok po kroku w arkany swojej wiedzy ciągle bacznie obserwując i testując czy jestem uważnym uczniem oraz czy potrafię nowe metody zastosować w życiu. Akademicka fizjoterapia dała mi do rąk wiele narzędzi lecz dopiero na Bliskim Wschodzie zorientowałem się, że wiele rzeczy mogą zrobić o wiele szybciej, prościej i skuteczniej zwykłym kijem lub obłym kamieniem. Na chwilę zamieniłem się w Oskara Kolberga i niczym ten słynny etnograf podróżowałem od wioski do wioski skrzętnie zbierając i notując wszelakie ludowe sposoby przywracające do zdrowia ciało, psychikę i ducha. Wtedy też pojawił mi się w głowie pomysł, aby zebrać te wszystkie metody w jeden system zawierający wyłącznie najprostsze i najskuteczniejsze sposoby działania. Po latach nadałem mu nazwę Al Nur.

- Co oznaczają te słowa?
- Al Nur to inaczej mądrość, albo wiedza jaką człowiek zdobywa dopiero u schyłku swojego życia, kiedy może porównać wszystko czego się nauczył i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Jeśli rodzimy się o poranku, a umieramy o północy to Al Nur pojawia się w naszym umyśle tuż przed wybiciem godziny dwunastej niczym heglowska sowa Minerwy będąca symbolem zrozumienia zjawisk dopiero po ich zakończeniu.

- Jakie obserwacje wpłynęły na powstanie Pana metody?
- Dzięki swoim podróżom miałem możliwość oglądania przy pracy, uczenia się i uczestniczenia przy wielu zabiegach i rytuałach wykonywanych nie tylko w Emiratach Arabskich, Kuwejcie, Omanie, Pakistanie czy Indiach ale także w Meksyku, Ameryce Północnej oraz wielu innych krajach. Kiedy porównałem, wydawałoby się tak wiele różnorodnych metod i odarłem je z lokalnego blichtru wszelakich wierzeń, religii i zabobonów to pozostawały mi zawsze dwie rzeczy; uzdrowiciel oraz jego ręce.


- A zatem w uzdrawianiu najważniejszy jest człowiek.
- Dokładnie. W każdym kraju i miejscu, gdzie w końcu zdobyłem zaufanie lokalnego uzdrowiciela podstawą okazywało się odszukiwanie dłońmi punktów w aurze lub na ciele klienta, które miały inną "temperaturę" lub "gęstość". Kiedy nagle ręce zapadały się w luce energetycznej informując, że powłoka auryczna wokół ciała została przerwana lub zaburzona było to widomym sygnałem, że dany organ jest chory lub, że nie działa na właściwym poziomie. Wtedy też, w takim miejscu, najczęściej należało przyłożyć dłonie i uzupełnić poziom energii. Mogę się założyć, że niektórzy uzdrowiciele nie mieli nawet
zbyt dokładnej wiedzy, co znajdowało się

w danym miejscu we wnętrzu ludzkiego ciała, wiedzieli jednak, że przyłożenie rąk z intencją uzupełnienia energii jest podstawą ich pracy i prowadzi do poprawy zdrowia.
W krajach Bliskiego i Dalekiego Wschodu najważniejsza jest szybkość i skuteczność niesienia pomocy. Na pustyni nie ma miejsca dla terapii, które ciągną się miesiącami, dlatego też, albo uzdrowiciel był skuteczny, albo sam nie raz żegnał się z życiem.


- I te doświadczenia zastosował Pan w swojej metodzie Al Nur?
- Jak najbardziej. Kiedy przykładam ręce w miejsce, które jest zimne staram się uzupełnić energię, zaburzony organ podnosi swoją wibracje, a uzdrawiana osoba od razu czuje różnicę. To może skromne lecz bardzo skuteczne działanie. W podobny sposób pracuję w sferze psychicznej. Przyłożenie rąk ma znakomite zastosowanie w poprawie samopoczucia, a nawet w głębokiej depresji, która bardzo często dopada biznesmenów, ludzi zamożnych i osoby na wysokich stanowiskach.
Każde zaburzenie temperatury jest z reguły sygnałem o stanie zapalnym. Zimno, które wykrywam dłońmi to informacja, że dzieje się coś niedobrego, na szczęście można temu zaradzić.
Chciałbym uprzedzić Pana pytanie o efekt placebo lub oddziaływanie sugestią na poprawę zdrowia osoby, którą uzdrawiamy. W przypadku człowieka, możemy mieć z tym do czynienia ale nie wtedy, kiedy zajmujemy się zwierzęciem. Gdy poznawałem metody uzdrawiania Beduinów (którzy nie lubią chodzić do lekarza, bo uważają, że to Bóg zsyła chorobę na człowieka, aby ten coś sobie przemyślał), zanim pozwolono mi pracować z ludźmi musiałem wykazać swoje umiejętności przykładając dłonie zwierzętom. Zajmowałem się zatem psami, kotami, kozami, końmi i wielbłądami. Zwierzaki nie ulegały sugestii i łatwo można było ocenić ich kondycję. Był to dla mnie najtrudniejszy egzamin - egzamin z pewności siebie. Terapeuta musi być pewien swoich umiejętności w stu procentach. Jeśli wątpimy w siebie lub swoją metodę to podświadomość klienta natychmiast to odkryje i nie pozwoli nam na przeprowadzenie prawidłowego zabiegu. Nie uzyskamy oczekiwanego efektu uzdrowienia, nie będzie uśmierzenia bólu, relaksacji, hipnozy, transu, a nawet zwykłego rozluźnienia. Nie osiągniemy nic.

- Czy każdy jest w stanie nauczyć się pracować Pana metodą?
- Właśnie na zajęciach mamy taką możliwość. Każdy coś odczuwa, musi się tylko uwrażliwić poprzez ćwiczenia samodzielne oraz w parach. Są osoby, które potrafią to gąbczaste zagęszczenie powietrza otaczające nasze ciała niczym ochronny płaszcz energetyczny wyczuć nie tylko dłońmi, ale także całą swoją istotą.
Dalszym warunkiem prawidłowego uzdrowienia jest rozluźnienie fizyczne i psychiczne pacjenta. Robimy to poprzez metody relaksacyjne, które obniżają częstotliwość fal mózgowych. Kolejne etapy to praca ze świadomością i motywacją chorego. Pamiętajmy, że nasze słowa także potrafią uzdrawiać.


- Czy pamięta Pan jakaś metodę, która wywarła na Panu największe wrażenie?
- Bliskowschodni uzdrowiciele wykorzystują wszystko co mają pod ręką, a z pewnością nie brakuje im piasku i palącego słońca. Pamiętam moje zdziwienie, kiedy zorientowałem się, że miejscowi terapeuci wokół swoich domostw wystawiali na działanie promieni słonecznych kolorowe butelki wypełnione piaskiem. Taki piasek "naładowany" słońcem służył im jako "lekarstwo", które wysypywali na bolące lub zranione miejsce. Obserwowałem nawet jak piaskową terapię stosowano nawet przy uzdrawianiu narośli i guzów nowotworowych. O jej skuteczności przekonałem się dopiero, kiedy sam dość boleśnie otarłem sobie nogę spadając z wierzchowca. Miejscowy znachor posypał ją piaskiem z zielonej butelki i ze zdziwieniem stwierdziłem, że ból ustąpił, a ja mogłem kontynuować swoją podróż. To wydarzenie sprawiło, że zacząłem zastanawiać się nad fenomenem wschodniego uzdrawiania i postanowiłem zgłębić tą wiedzę.

- I do jakiego doszedł Pan wniosku?
- Konkluzja jest banalnie prosta. Uzdrawianie polega na uruchomieniu sił drzemiących w każdym żywym organizmie. Wystarczy dotknąć właściwe punkty na ciele lub uruchomić określony strumień energii, a całe uzdrawianie odbywa się już samodzielnie. Podobnie jest w przypadku relaksacji lub hipnozy, to nie sugestie terapeuty lecz umysł klienta decyduje o tym, że ktoś zapada w trans.
Drugim podstawowym warunkiem jest odnalezienie metody, która jak najszybciej zadziała na chorego. Dlatego w mojej metodzie Al Nur proponuję swoim klientom wachlarz możliwych oddziaływań fizycznych i psychicznych. Najważniejszy jest wybór, im więcej mamy narzędzi tym lepiej i szybciej osiągamy wyniki.

- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.

Rozmawiał: Włodzimierz Adam Osiński
zdjęcia z archiwum Antona Kallasa
wywiad zamieszczono w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 12/2016


Dr ANTON KALLAS
z wykształcenia muzyk i fizjoterapeuta, doświadczony radiesteta, egzorcysta, hipnotyzer i uzdrowiciel. Spędził 30 lat na zgłębianiu różnych technik uzdrawiania rodem z Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz Ameryki Środkowej i Północnej. Twórca autorskiego systemu uzdrawiania Al Nur. Podczas wojny o Kuwejt przetrzymywany w Bagdadzie jako jeden z zakładników. Zajmuje się oczyszczaniem z negatywnej energii osób, mieszkań i firm.
Od 6 lat współpracuje z Zytą Owczarczyk badając bezpłodność, niedorozwoje i zaburzenia psychiczne.