DUCHOWOŚĆ - DROGA NA CAŁE ŻYCIE

Z Beatą Karczewską, jasnowidzącą, chiromantką i tłumaczką snów rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.


- Jesteś nietypowym jasnowidzem, bo zamiast mówić o przyszłości wolisz skoncentrować się na dniu dzisiejszym.
- Zdecydowanie tak. Bardzo często powtarzam, że dla każdego najważniejsze jest tu i teraz. Kiedy interpretuję sny lub układam karty wszystko sprowadza się do teraźniejszości, gdyż taka właśnie jest struktura naszej podświadomości. Nie lubię wybiegać w przyszłość i patrzeć, co będzie za dziesięć lat ponieważ jest zbyt wiele czynników, nad którymi nie mamy kontroli. Tymczasem nasza kreacja nastawiona jest na dzień jutrzejszy, a właściwie na dzisiaj, gdyż to dzisiaj kreujemy najbliższą przyszłość. Szczególnie dotyczy to snów, które zazwyczaj poruszają aktualne, bieżące sprawy, od których nie powinniśmy się odwracać, bo wkrótce może już być za późno. W przestrzeni snu nie ma pojęcia czasu, jest tylko przekaz, który należy dostrzec i rozwiązać.

- Czy twoje zdolności pomagały ci rozwiązywać swoje problemy?
- Początkowo to właśnie zdolności były dla mnie źródłem problemów. Urodziłam się i wychowałam w rodzinie bez żadnych duchowych tradycji. Dlatego też, kiedy jako kilkuletnie dziecko zaczęłam nagle przepowiadać przyszłość moi rodzice starali się stłumić i zablokować moje nowe umiejętności. Szczególnie, że większość przepowiedni dotyczyła jakiś nieprzyjemnych wydarzeń, które miały spotkać najbliższych członków mojej rodziny. Paranormalne zdolności powróciły w dziewięć lat później kiedy zaczęłam wchodzić w wiek dojrzewania. W niezwykle wyrazistych snach obserwowałam co wydarzy się za kilka dni, kilka tygodni, a nawet kilka lat. Odczuwałam także, że w moim ciele przebudza się jakaś energia. Miałam wrażenie, że w nocy wokół mojego łóżka gromadziły się jakieś istoty, które nie tylko mnie dotykały ale również tak mocno przyciskały do pościeli, że wcale nie mogłam się ruszyć. Przepowiednie, które wtedy odbierałam były zazwyczaj intuicyjnymi ostrzeżeniami związanymi z rodziną i najbliższym kręgiem przyjaciół. Traktowałam je bardzo użytkowo, ponieważ informowały mnie gdzie mam nie chodzić, czego nie robić lub z kim się nie spotykać, gdyż mogę zostać skrzywdzona. Co ciekawe wszyscy postrzegali mnie jako osobę zupełnie oderwaną od rzeczywistości, tymczasem ja sama traktowałam siebie jako kogoś, kto twardo stąpa po ziemi. Kiedy moje zdolności, po kolejnych dziewięciu latach, otworzyły się po raz trzeci, dobiegałam już prawie trzydziestki. Postanowiłam, że wreszcie zajmę się sobą na poważnie i rozpracuję swój własny przypadek.

- Domyślam się, że zdecydowałaś się poszukać jakiegoś mistrza lub mentora, któremu mogłabyś zaufać.

 
kwantowy.sen.jpg

- Nie było to łatwe zadanie. Wszyscy „mistrzowie”, który wtedy chcieli się mną zaopiekować zupełnie mi się nie podobali. Wiedziona jakimś impulsem wsiadłam do pociągu i pojechałam na targi ezoteryczne do Wrocławia. Z pośród morza stanowisk i wykładowców prezentujących swoje umiejętności moją uwagę przyciągnął Ryszard Kozłowski, jak się potem okazało wybitny psychotronik i badacz duchowości. Poczułam, że ten człowiek będzie wiedział, co się ze mną dzieje i jest w stanie pokierować moim rozwojem wewnętrznym. Jednak szybko okazało się, że pan Ryszard wcale nie jest zainteresowany kształceniem mojej osoby. Dopiero po kilku miesiącach i wielu staraniach zdecydował się zasugerować mi pierwsze duchowe lektury i ćwiczenia jakie powinnam wykonywać. To właśnie dzięki niemu

poznałam dorobek przedwojennej polskiej ezoteryki z książką JózefaŚwitkowskiego „Droga w światy nadzmysłowe” na czele. Ryszard Kozłowski nauczył mnie pokory, systematyczności i wytrwałości w dążeniu do celu. Dowiedziałam się także, że w duchowości nie ma drogi na skróty. Dzięki niemu poznałam trzy, bardzo ważne dla mnie, techniki dywinacyjne: niezwykłe karty, którymi posługiwała się francuska wróżbitka Marie Anne Lenormand, system tłumaczenia snów oraz chiromancję. Każdą z tych metod przez wiele lat zgłębiałam, dopracowywałam i rozwijałam. Jednocześnie nadal pracowałam z Ryszardem pogłębiając swoją wiedzę o układzie energetycznym człowieka, radża jodze i czakrach. Za namową swojego mistrza sięgnęłam także po metodę Doskonalenia Umysłu, którą na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku opracował nestor polskiej psychotroniki Lech Emfazy Stefański (1928 – 2010). Ryszard okazał się bardzo wymagającym mistrzem, zarzucał mnie kolejnymi lekturami, zadawał ćwiczenia i wymagał konkretnych osiągnięć duchowych. Po kilku latach takiej intensywnej pracy energetycznej mój organizm zastrajkował. Zdecydowanie musiałam odpocząć. Kiedy w 2005 roku pojawiła się możliwość wyjazdu do Anglii nie namyślałam się długo i przeniosłam się do Londynu do zwyczajnej pracy.

- Z pewnością nie zapomniałaś jednak o duchowości, szczególnie o intuicyjnym tłumaczeniu snów?
- Po dość długiej przerwie energie ponownie upomniały się o siebie. Mądrzejsza o doświadczenia zdobyte w Polsce i wyposażona w pełne BHP pracy z energią powróciłam do technik dywinacyjnych.
Osiemnaście lat temu Ryszard przekazał mi zarys swojej intuicyjnej metody interpretacji snów. W przeciwieństwie do psychoanalityków opierających się na ogólnie znanej sennej symbolice oraz książek nazywanych sennikami w metodzie mojego mistrza, którą przez ostatnie dziesięć lat udoskonalałam, najważniejsza jest intuicyjna indywidualna interpretacja. Sen jest najczystszym i najbardziej rzeczywistym przekazem jaki możemy dostać od swojej podświadomości. To odzwierciedlenie naszej sytuacji życiowej. We śnie otrzymujemy informacje, co powinniśmy zrobić, ostrzeżenia przed kłopotami w pracy lub w rodzinie, a nawet sygnały, że ktoś może chcieć nas oszukać, wyłudzić pieniądze lub wciągnąć w finansową piramidę. Jeżeli możemy coś w naszym życiu poprawić lub podnieś standard funkcjonowania to z pewnością znajdzie to odbicie w naszych snach. Aby właściwie zinterpretować sny powinniśmy znać je w całości. Dobrym zwyczajem jest trzymanie notatnika przy łóżku i zapisywanie snu zaraz po przebudzeniu. Można także do tego celu wykorzystać dyktafon zainstalowany w każdym telefonie komórkowym. Ponieważ sama materia snu jest dość ulotna i większość osób zapomina o nich wkrótce po przebudzeniu proponuję zapisywać marzenia senne od końca czyli od ostatniej sceny jaką zapamiętaliśmy, Pisząc będziemy sukcesywnie przypominać sobie, co działo się wcześniej i tak możemy zapisać cały sen, choć początkowo będziemy mieli wrażenie, że nie pamiętamy jego początku. Warto wyrobić w sobie nawyk zapisywania snów, gdyż jest to nasz realny kontakt z podświadomością.

- A jak się do tego mają symbole archetypowe opisywane przez Freuda, Junga i innych psychoanalityków?
- Stosując symbole ogólnie otrzymamy interpretację przypominającą horoskopy gazetowe, zawierające w sobie duży poziom niedookreślenia. Tymczasem nasza podświadomość tworzy własne indywidualne symbole, które dla każdego mają inne znaczenie. Psychoanaliza radzi sobie z tym poszerzając spektrum znaczeniowe przypisane do danego symbolu, przez co każdy pojawiający się we śnie element można interpretować na wiele odmiennych sposobów. Tymczasem na przekaz senny zbudowany przez naszą podświadomość składają się znaki i informacje, które mamy przed oczami także w świadomym stanie naszego umysłu, ale staramy się ich nie dostrzegać lub zwyczajnie je bagatelizujemy. Można nawet powiedzieć, że senny przekaz jest głosem samego Boga, a On odzywa się do nas tylko wtedy, kiedy naprawdę ma nam coś do powiedzenia. Dlatego snów nie powinniśmy ignorować, szczególnie tych, które powtarzają się od jakiegoś czasu. Nawracające sny są jak karetka pogotowia pędząca w kierunku przepaści. Dziś mamy szansę ją zatrzymać, ale jutro może być za późno. Szczególnie, że większość takich spraw dotyczy porządków jakie powinniśmy zrobić sami ze sobą.

- A co możesz powiedzieć o osobach, którym nic się nie śni?
- Brak snów zazwyczaj łączy się z traumą lub niezwykle ciężkim wypadkiem. To silne wyparcie i blokada w naszym połączeniu z podświadomością. Nie chcemy wiedzieć co ona do nas mówi, wstydzimy się, obwiniamy, czujemy, że postąpiliśmy źle lecz wcale nie chcemy nic z tym zrobić, spychamy to głęboko i dociskamy kamieniem. Tacy ludzie są zazwyczaj bardzo zamknięci w sobie. Ale to ciśnienie kiedyś musi eksplodować. Dlatego lepiej zawczasu popracować nad uwolnieniem snów i przywrócić kontakt z podświadomością. Analizując sny zawsze przedstawiam kilka alternatywnych linii czasowych, które mogą się wydarzyć. Mówię także o rzeczach, które mają na to wpływy i jak można je zmienić.

- Wspomniałaś o BHP i o tym, że pracując z energiami nie należy chodzić na skróty.

- Wiem z doświadczenia jak ważna jest opieka kogoś, kto sam przepracował i poznał swój układ energetyczny. Nieumiejętnie wyzwolone energie nie dają się tak łatwo zatrzymać. Słyszałam o osobach, które pracując z energią czakr doprowadziły się do poważnego rozstroju układu pokarmowego, narządów wewnętrznych i utraty stabilności psychicznej. Poznałam nawet osobę, która pod wpływem książki Lobsanga Rampy „Trzecie oko” wpadła na pomysł, że przebije sobie czoło bambusową drzazgą. Dlatego nikomu nie polecam rozbudzania jakiejkolwiek energii ukrytej w ludzkim ciele tylko dla zaspokojenia własnej ciekawości lub w nadziei na finansowe zyski. Na szczęście nasz organizm posiada wiele zabezpieczeń energetycznych, których nie da się tak prosto obejść. Każdy może pracować duchowo, ale nie każdy będzie miał na tej drodze sukcesy, tak samo jak w sporcie, dużo osób biega, ale sprinterów z olimpijskimi medalami jest niewielu. Najpierw trzeba opanować własny układ energetyczny. Duchowe profity zazwyczaj pojawiają się jako skutek uboczny ale dopiero wtedy, kiedy już ich nie pragniemy. To nie może być cel sam w sobie, ale jedynie kolejny etap naszego energetycznego samopoznania.
 

- Jak zatem bezpiecznie kultywować rozwój duchowy: medytować, mantrować, wizualizować?

- To co potocznie nazywamy medytacją jest w istocie ćwiczeniem medytacyjnym czyli jedynie

Droga.w.swiaty.nadzmyslowe..jpg

wprowadzeniem do medytacji właściwej. Prawdziwa medytacja to praca z aktywnym, czynnym umysłem, a nie senne odlatywanie w niebyt. Warto tutaj sięgnąć do wykładów Jiddu Krishnamurtiego, który znakomicie to wytłumaczył. Najpierw należy nauczyć nasz umysł koncentracji, potem medytacji, a dopiero na końcu kontemplacji.
Nauka wizualizacji także godna jest polecenia, ale pamiętajmy, że będąc jedynie w stanie nadświadomym mamy szansę właściwie wizualizować.
Wtedy też możemy uruchomić naszą naturalną dolność do samo uzdrawiania ciała i umysłu, a poprzez świadomy oddech mamy szansę naenergetyzować cały organizm. Kolejnym krokiem będzie pojawienie się zdolności jasnowidzenia.
Bezpieczna praca z rozwojem duchowym zależy od tego jaki wypracujemy sobie fundament. Jeżeli nasz fundament będzie stabilny to mamy szansę na wznoszenie się ku górze, w innym wypadku cała nasza energetyczna budowla runie. Niestety większość osób ma złudne poczucie pracy z energią.

- Wychodzi na to że mamy dużo do nadrobienia, warto też wrócić do dawnej polskiej tradycji ezoterycznej.
- Prawdziwa wiedza duchowa zawsze jest trochę ukryta. Kiedyś istniały tajne stowarzyszenia, zakony lub loże, które stały na straży wiedzy tajemnej i dopuszczały do nie jedynie osoby gotowe, aby przyjąć jakieś wtajemniczenie. Obecnie wiele wtajemniczeń mamy na wyciągnięcie ręki, czujemy że są gdzieś blisko, tylko że ich nie rozumiemy. Dopiero, gdy będziemy gotowi wraz z momentem olśnienia pojawi się także zrozumienie. Najlepszym przykładem na wtajemniczenia, jakie mamy przed oczami, ale ich nie rozumiemy jest „Alicja w Krainie Czarów” napisana przez  Lewisa Carrolla w 1865 roku. Podświadomie wiemy, że historia o dziewczynce, która wpadła do króliczej nory ma swoje ukryte dno. W książce zawarte są co najmniej trzy przestrzenie: bajkowa opowieść dla dzieci, aluzje do znanych osób i utworów literackich popularnych w owym czasie w wiktoriańskiej Anglii oraz ponadczasowa historia o podróży do własnego wnętrza. Stąd też niezwykła popularność i nośność tej opowieści, w której możemy odnaleźć: wyprawę do podświadomości, sztukę kreacji, naukę manifestacji marzeń, pracę z energią, telepatię, podróże astralne, teleobserwację, świadome śnienie, oraz tworzenie całych światów alternatywnych. Dodam jeszcze, że wskazówek prowadzących nas do wtajemniczeń powinniśmy szukać również w ilustracjach powstałych z inspiracji Carrolla, ale tylko w oryginalnym wykonaniu rysownika Johna Tenniela.

- Dziękuję za niezwykła rozmowę.
- Dziękuję i pozdrawiam czytelników „Czwartego Wymiaru”

rozmawiał:  Włodzimierz Adam Osiński
zdjęcia z archiwum Beaty Karczewskiej
tekst zamieszczony w nr 11/2020 „Czwartego Wymiaru”.
Zapraszamy na zajęcia z Beatą Karczewską.



 

Beata.Karczewska.portret.1..jpg

BEATA KARCZEWSKA – jasnowidz, chiromantka, tłumaczka snów.
Posiada dwudziestoletnią praktykę w pracy z Doskonaleniem Umysłu i Radża Jogą. Pracując wchodzi w stan czystej obserwującej świadomości nazywanej turija. Posiada zdolność prekognicji (widzenie przyszłości) i rekognicji (widzenie przeszłości). Znawczyni onejromancji czyli prognozowania przyszłości na podstawie snów. Pracuje także z unikatowymi kartami anielskimi będącymi w istocie oryginalną talią Marie Anne Lenormand. Przewidziała prezydenturę Donalda Trumpa, Brexit oraz przesunięcie ostatnich wyborów prezydenckich w Polsce. Prowadzi zajęcia w Polsce i w Anglii.