ODKRYWANIE CIENIA

Z Moniką Mią, fotografikiem, shadow workerką i twórczynią metody Światłocienia Duszy rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.

- Czym dla ciebie jest cień, czy to ciemna strona naszej natury, a może coś innego?
- Moją metodę nazwałam światłocieniem, bo wpuszczam światło do naszej duszy. Dla mnie cieniem są miejsca, w których nie ma światła, to miejsca ukryte przed zobaczeniem, które sprawiają, że czujemy się poblokowani. Przez takie miejsca nie możemy być w pełni sobą, ciągle czujemy, że czegoś na brakuje, lub że do czegoś nie możemy dotrzeć. To właśnie tych miejsc, lub mówiąc inaczej aspektów samych siebie nie akceptujemy, wypieramy i nie chcemy się z nimi zmierzyć. Z drugiej strony cień jest taką częścią nas samych, która pragnie zostać poznana i przetransformowana.

- Czy cień w naszych duszach pochodzi z poprzednich wcieleń, czy raczej wypracowujemy go w życiu obecnym?
- W większość przypadków, u osób, z którymi pracowałam ich cienie tworzyły się w dzieciństwie i okresie życia rodzinnego. Jako dzieci chłoniemy wszystkie otaczające nas energie, które potem zamieniają się w „kamienie”, noszone przez nas przez resztę życia.
Cień w świecie zewnętrznym pojawia się często jako negatywna relacja, toksyczny związek lub choroba. Ktoś inny mógłby odebrać te sytuacje jako całkowicie obiektywne i niezależne od nas, natomiast kiedy zaczyna się z tym pracować, można dostrzec, że wszystkie one pochodzą ze strefy naszego cienia, którą wypieramy i nie dopuszczamy do siebie.
Oczywiście w pracy z cieniem pojawiają się także relacje karmiczne, które pragną być zauważone i przepracowane. Zdarza się, że w trakcie procesu Światłocienia Duszy osoba uświadamia sobie, że w jej życiu przewijają się jacyś „dziwni” ludzie – to zazwyczaj oni reprezentują cień i wydarzenia z poprzednich wcieleń.

- Jak zaczęło się twoje zainteresowanie tematami duchowymi?
- Duchowe tematy przewijały się przez całe moje życie. Jedno z najwcześniejszych przeżyć jakie doświadczyłam rozegrało się na pograniczu jawy i snu. Pamiętam, że jako czteroletnia dziewczynka pewnej nocy nagle się przebudziłam się i zobaczyłam zjawę, która unosząc się nad podłogą przenikała przez ściany w naszym mieszkaniu. Kiedy byłam nastolatką stałam się niezwykle wrażliwa na energie miejsc, do których wchodziłam. Będąc w jakimś pomieszczeniu potrafiłam powiedzieć jakie panują w nim wibracje, czy ktoś tam chorował, umarł lub popełnił samobójstwo. Zazwyczaj odbierałam jedynie niskie i nieprzyjemne energie. Pewnego dnia, kiedy mama zabrała mnie na oglądanie domu, który przemyśliwała zakupić, dostałam gęsiej skórki na całym ciele i poczułam wyjątkowo niedobrą energię. Powiedziałam wtedy mamie, że nie wejdę do tego mieszkania, gdyż wydarzyło się tam coś okropnego. W kilka lat później wyprowadziłam się z domu i wynajęłam niewielką kawalerkę. Wtedy to przeżyłam serię niezwykle męczących koszmarów sennych o tak silnej energii, że następnego ranka odnajdywałam w mieszkaniu popękane kubki, szklanki lub różne przedmioty, które jeszcze poprzedniego dnia spokojnie wisiały na ścianach. Oprócz koszmarów miałam także prorocze sny, w których widziałam wydarzenia z przyszłości mojej najbliższej rodziny. We śnie zaczęła mnie także odwiedzać zmarła ciocia, z którą byłam związana emocjonalnie. Ciocia opowiadała mi jak wygląda proces umierania oraz co się dzieje z ludźmi po śmierci. Miałam wrażenie, że cioci towarzyszyły dwie inne istoty energetyczne, które pilnowały, aby moja krewna nie powiedziała mi zbyt wiele o zaświatach. W pewnym momencie zdobyłam się na odwagę i powiedziałam cioci, że nie jestem gotowa na jej przekazy. Teraz wiem, że byłam wtedy w stanie świadomego śnienia, kiedy umysł jest całkowicie przytomny i może kontrolować to co się dzieje w trakcie snu. Ponieważ chciałam radykalnie zakończyć moje nocne spotkania ze zmarłą ciocią wybrałam się do swojej parafii i poprosiłam księdza o pomoc. Jak się potem okazało było to dokładnie w dniu świętego Walentego, który jest między innymi także patronem opętanych. Ksiądz w ramach terapii zalecił mi spowiedź, uczestnictwo w mszy świętej i przyjęcie komunii. I chociaż wszystkie zalecenia duszpasterza wypełniłam solennie nadal odczuwałam wokół siebie różne istoty oraz energie. W tym samym czasie, w moim życiu zaczęli pojawiać się ludzie w przeróżny sposób związani z duchowością.

- Rozumiem, że pomoc nadeszła z innej strony.
- Spotkałam wiele niezwykłych osób, które bardzo mi pomogły otwierając na świat duchowy. Jedną z takich osób był miejscowy tarocista, pan Mieczysław, którego od czasu do czasu odwiedzałam. To on pierwszy zauważył, że mam w sobie jakąś energię i że powinnam zapisać się do szkoły psychotronicznej, aby oszlifować swój naturalny talent. Zachęcona przez pana Mieczysława sama sięgnęłam po karty tarota, potem były medytacje, praca z energią, runy, kroniki akaszy i channeling.
Kiedy w moim życiu pojawiał się jakiś temat to zaczynałam go zgłębiać, czytałam odpowiednie książki, słuchałam wykładów w Internecie, lub brałam udział w kursach. Osobą, która wywarła na mnie największe wrażenie był runista i mistrz channelingu Marek Aleksander (sylwetkę Marka Aleksandra prezentowaliśmy w nr 10/2020 Czwartego Wymiaru). To właśnie on podczas channelingowego przekazu zasugerował, że powinnam skupić się na pracy z cieniem. Zrozumiałam wtedy, że energie od zawsze przygotowywały mnie do pracy z cieniem, tylko ja ciągle się przed tym broniłam.

- I tak doszliśmy do twojej pracy ze Światłocieniem Duszy.
- Zaakceptowanie tego, że mam pracować z cieniem było procesem, między innymi także z własną psychiką. Pogodziłam się z tym, że moim zadaniem będzie „sprzątanie” i zaczęłam tą pracę od siebie. Aby pomagać innym zawsze trzeba najpierw uporządkować własne podwórko. Musiałam zajrzeć do własnego wnętrza, aby zapoznać się z cieniem i go zrozumieć.
Moim osobistym cieniem były emocje. Mam wrażenie, że byłam osobą, z której emocje po prostu wylewały się. Musiałam wejść pod ten emocjonalny wodospad i skonfrontować się z każdą pojedynczą energią, oczyścić ją i transformować. Dzięki temu procesowi samooczyszczenia wiedziałam jak mam pracować z innymi osobami.
Drugą sprawą, z którą musiałam sobie poradzić była potrzeba walki z całym światem. Miałam wrażenie, że wszyscy są do mnie negatywnie nastawieni, źle się do mnie odnoszą i krzywo patrzą. Przyjmowałam więc pozycję obronną. Dopiero kiedy przepracowałam swoją postawę, udało mi się usunąć filtr permanentnego zagrożenia, przez który postrzegałam świat.
W tych wszystkich poczynaniach bardzo wspierali mnie przewodnicy duchowi, którzy wkładali na moje barki tylko tyle obciążeń ile byłam w stanie udźwignąć. Ich wsparcie odczuwałam nie tylko na poziomie energetycznym ale także w życiu codziennym. Wreszcie byłam gotowa do pracy ze Światłocieniem Duszy.

- Czy pracując z cieniem wchodzisz w jakiś rodzaj transu lub odmienny stan świadomości?
- Każde spotkanie ze cieniem jest zupełnie inne, dlatego że każdy człowiek ma inną energetykę. Tu nie ma gotowego schematu ani standardowych rozwiązań, za każdym razem zdaję się na swoją intuicję i podążam za tym, co się wydarza w energii.
Przed każdym spotkaniem medytuję, aby wejść w energię tej osoby i mam wrażenie, że jest to stan głębokiego połączenia. Zazwyczaj wtedy przed moimi oczami pojawiają się różne obrazy, a w ciele odczucia takie jak ucisk lub ból. Zdarza się, że osoby, z którym pracuję są tak poblokowane, że te informacje lub odczucia nic im nie mówią i dopiero dalsza intuicyjna kontynuacja procesu sprawia, że dokopujemy się do właściwego problemu. W momencie, kiedy jesteśmy w stanie coś dostrzec i odczuć możemy to wreszcie przepracować, a wyzwoloną energią cienia przetransformować. W takim delikatnym procesie nie mogę zwątpić w informacje, które się pojawiły. Dzięki doświadczeniu wiem, że to co do mnie przychodzi nigdy nie jest przypadkową informacją i zawsze niesie ze sobą głębszy sens. Z drugiej zaś strony zanim zacznę z kimś pracować to zawsze proszę tą osobę o otwartość i zaufanie do tego, co przychodzi w trakcie procesu, gdyż wszystkie te informacje zapisane są w jej polu informacyjnym, a nie w moim. Ja jestem tylko osobą, która potrafi je odczytać. Dzięki zaufaniu, jakim obdarza mnie klient mogę dotrzeć do najgłębszych pokładów cienia jaki skrywa się w jego duszy. Osoby zamknięte lub nie gotowe na terapię po prostu nie wejdą w proces.

- Możemy zaryzykować stwierdzenie, że w trakcie procesu łączysz się z cieniem tej osoby?
- Cień z pewnością wyraża się poprzez to, co odczuwam w trakcie procesu. Kiedy dyskomfort lub odczucia bólowe ustępują, to sygnał, że doszło do przetransformowania energii. Każdej osobie, z którą rozpoczynam pracę zadaję zawsze te same dwa pytania; kim jesteś i jaką jesteś emocją? Okazuje się, że już przy drugim pytaniu ludzie reagują bardzo emocjonalnie, pojawia się płacz lub drżenie głosu. Wygląda na to, że przyciągam osoby, które podobnie jak ja, mają w sobie wiele nagromadzonych emocji i przechodzą zbliżone do moich procesy. Pomyślałam, że fajnie byłoby gdybym mogła spotkać siebie z przyszłości, abym mogła pomóc sobie samej. Mam poczucie, że takie spotkanie mogłoby odmienić moje życie. Z drugiej strony, kiedy widzę jak wielkie postępy poczyniłam w swoim wewnętrznym rozwoju dostrzegam jak bardzo w tym procesie pomogłam sobie samej. Ktoś powiedział, że naszymi duchowymi opiekunami, którzy stymulują nasz rozwój są inne aspekty naszej własnej duszy. To cząstki nas samych, które funkcjonując w innych przestrzeniach i wibracjach dbają o tempo rozwoju własnej osobowości. Bardzo rezonuję z tą teorią szczególnie, że od pewnego czasu mam przebłyski wspomnień z poprzednich wcieleń.

- Jednym z elementów Światłocienia Duszy jest praca ze zwierzęciem cienia. Czy jest ono odwrotnością zwierzęcia mocy?
- Zwierzę cienia jest pewną strukturą psychologiczno-emocjonalną, która w naszym życiu codziennym przejawia się w formie strachu. To zanimizowane wyobrażenie tego wszystkiego, co jest ciemne w naszej duszy i w emocjach. Jeżeli ktoś panicznie boi się pająków to może się okazać, że jego zwierzęciem cienia jest właśnie pająk oraz wszystkie uczucia, które za nim stoją. W wyobrażeniu pająka może być zakodowana jakaś emocja lub wspomnienie o rzeczy, która się wydarzyła w naszym życiu bardzo dawno temu. Cień przybrał kształt pająka bo nigdy za bardzo nie lubiliśmy pająków lub podczas tego wydarzenia akurat jakiś pajączek robił w naszym pobliżu swoją sieć.
Zwierzę cienia po właściwym przetransformowaniu może obdarzyć nas mocą wszystkich emocji, które za nim stoją i w ten sposób zostać potencjalnym zwierzęciem mocy. Na tym właśnie polega proces światłocienia, w którym przemieniamy ciemną energię w jasną jednocześnie sprawiając, że po świetlistej stronie pojawia się o wiele więcej energii niż mieliśmy jej początkowo. Nawet jednak kropla jasności może sprawić, że cała nasza dusza wypełni się światłem, energią i miłością.

- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.
rozmawiał Włodzimierz Adam Osiński
zdjęcia z archiwum Moniki Mia.

Tekst zamieszczono w miesięczniku "Czwarty Wymiar" nr 1/2021

 

Monika Mia – fotografik, shadow workerka, absolwentka Wydziału Operatorskiego Łódzkiej Szkoły Filmowej, twórczyni autorskiej metody pracy ze Światłocieniem Duszy. Dzięki wyjątkowo rozwiniętej intuicji potrafi odnajdywać i transformować blokady energetyczne. Prowadzi seminaria i sesje indywidualne.