DUCHOWY PORADNIK DLA ZESTRESOWANYCH

Z Agnes Chodkiewicz, uzdrowicielką, terapeutką i coach’em z Nowego Jorku rozmawia Włodzimierz Adam Osiński.

- Ostatnio, a zwłaszcza w czasie pandemii, dużo mówi się o stresie, wiele osób nie potrafi sobie z tym poradzić.
- Takie uczucia jak strach, lęk lub stres to reakcja naszego organizmu (zarówno ciała jak i psychiki) na wydarzenia, które dzieją się wokół nas. Dla nas to nic nowego, ponieważ lęk towarzyszy nam już od momentu poczęcia. Kiedy młoda kobieta dowiaduje się, że jest w ciąży zazwyczaj reaguje stresowo. Zaczyna martwić się o przebieg ciąży, dobry poród, zdrowie nowonarodzonego dziecka, a także o swoją sytuację materialną. Nerwowość i negatywne myśli matki sprawiają, że dziecko, będące jeszcze w jej łonie, zaczyna kodować w swoim maleńkim ciele pierwsze programy i wzorce dotyczące strachu. W pierwszych latach po urodzeniu także nie jest nam lekko, albowiem nasza podświadomość uczy się i zapisuje schematy postępowań, które zazwyczaj oparte są na strachu. Niestety nasi rodzice, opiekunowie, czy najbliższe otoczenie przeważnie wpajają nam wzorce zachowań oparte nie na miłości, ale na strachu.
Dobrze jest także wiedzieć jak energia lęku wpływa na nasze ciało i pracę organów wewnętrznych. W przeciwieństwie do pozytywnych emocji, które powodują w naszym organizmie wydzielanie się endorfiny (produkowanej przez mózg i rdzeń kręgowy) – zwanej potocznie hormonem szczęścia, strach oraz stres wpływają na wydzielanie przez nadnercza kortyzolu, hormonu o dość złożonym działaniu. Pojawienie się w organizmie kortyzolu początkowo jest bardo pozytywne ponieważ poprzez szybkie spalanie nadwyżek energetycznych zmusza nasze ciało do działania. Jednak nadmiar hormonu strachu sprawia, że nasz organizm zaczyna się „chronić” blokując spalanie tkanki tłuszczowej i sprawiając, że osoby w stanie permanentnego lęku lub stresu szybko przybierają na wadze.
Następnym, bardzo dobrze nam znanym i odczuwanym, skutkiem wpływu negatywnych emocji na nasze ciało jest „zaciskanie się” organów wewnętrznych, mięśni i tkanki łącznej. Takie napięcie sprawia, że narządy, chociaż nie chorują, ale funkcjonują w dyskomforcie, natomiast ciało i stawy tracą zwyczajną elastyczność i robią się sztywne. Dodatkowo, nasze mięśnie potrafią „zapamiętać” taki stan emocjonalny i jeśli nie zostanie odpowiednio rozładowany, będą go odtwarzać gdy tylko pojawi się stresujący bodziec. Bardzo dobrze wiedzą o tym sportowcy, którzy podczas treningów starają się aby ich mięśnie „nauczyły” się wytrzymałości i gotowości do wzmożonego wysiłku. A zatem nasze ciało zareaguje na stres tak, jak zostanie przez nas zaprogramowane i nauczone. Sprawia to, że nawet niewielki bodziec lękowy może wywołać w nas całkowicie nieadekwatną i wyjątkowo gwałtowną reakcję.

- Wnioskuję, że aby zapanować nad stresem musimy popracować jednocześnie na płaszczyźnie psychicznej i fizycznej.
- Zdecydowanie tak, skupienie się tylko na jednej płaszczyźnie sprawi, że wywołane przez stres dolegliwości będą trudne do usunięcia i bardzo szybko powrócą. Strach karmi się strachem, szczególnie jeśli nie wiemy do końca, czego tak naprawdę się obawiamy. Rozpoznanie i uświadomienie sobie swoich lęków jest kluczem do wyzwolenia się od strachu. Oblicza się, że za 90% ludzkich dolegliwości odpowiada uczucie strachu, a tylko 10% chorób ma swoje źródło w defektach genetycznych lub obiektywnych przyczynach zewnętrznych. Dobrym przykładem na lękową reakcję organizmu może być niedawna historia mojego amerykańskiego znajomego Cliffa, który tak przestraszył się korona wirusa, że dostał silnej niewydolności oddechowej. Dopiero szczegółowe badania wykazały, że przyczyna leży w wyjątkowo zaawansowanej kandydozie, która zaatakowała mu płuca. W chwili, kiedy uświadomił sobie, że choroba, na którą cierpi jest uleczalna powrócił do żywych i w ciągu jednego dnia stanął na nogi. Tak właśnie psychika wpływa na nasze ciało fizyczne mogąc diametralnie pogorszyć lub poprawić stan naszego samopoczucia. Wiara w posiadanie jakiejś choroby sprawia, że organizm „dostosowuje się” do psychicznego wyobrażenia o nas samych i dostarcza nam oczekiwanych objawów takich jak gorączka, boleści, duszności, a nawet utrata przytomności .

- Jak możemy poradzić sobie ze strachem lub takimi atakami paniki?
- Najszybszym sposobem jest odnalezienie i nazwanie naszego konkretnego strachu. Kiedy wiadomo, co jest zepsute w samochodzie, naprawa będzie trwała bardzo krótka, natomiast jeśli nie mamy pojęcia co przestało działać, to możemy spędzić w warsztacie długie godziny. Dlatego nasz lęk powinniśmy odnaleźć, nazwać, a potem przepracować. Najczęściej jednak czujemy, że jest coś z nami nie tak, ale nie potrafimy odgadnąć przyczyny tego stanu. W takim wypadku powinniśmy nauczyć się obserwować jak reaguje ciało i co wtedy dzieje się w naszej psychice. Prostym sposobem dotarcia do sedna jakiegoś problemu jest zapisywanie wszystkich naszych reakcji i odczuć, które odbiegają od normy, denerwują nas lub sprawiają, że tracimy panowanie nad sobą. Jeżeli odkryjemy, że jakiś kolor budzi naszą niechęć lub odrazę to dzięki właściwej analizie możemy dotrzeć do odległego wspomnienia z naszego życia, które sprawiło, że właśnie ta barwa została w naszej świadomości zakwalifikowana jako negatywna. Potem wystarczy, że odnajdziemy właściwą emocję i pozwolimy się jej uwolnić.

- O jakim sposobie uwolnienia myślisz?
- Strach oraz inne negatywne emocje, które jak wspomniałam lubią wnikać w mięśnie i tkankę łączną możemy świadomie usunąć stosując odpowiednie zestawy ćwiczeń. Możemy także zastosować naturalne narzędzie samoobrony chroniące nasz organizm przed nadmiarem emocji i dokonać spontanicznego „wytrzęsienia” strachu z naszego ciała.
Wytrząsanie jest intuicyjnym procesem wyzbywania się emocji, z którymi nie potrafimy sobie poradzić w żaden inny sposób. Z pewnością nie raz mogliśmy obserwować trzęsące się ze strachu małe zwierzątka lub kilkuletnie dzieci, które będąc w silnych emocjach, nie potrafiły opanować drżenia całego ciała. Spontaniczne drgające mięśnie wyzbywają się „zamrożonych” w ciele emocji dokonując oczyszczenia z lęków i stresów na głębokim poziomie terapeutycznym. Niestety przechodząc przez proces wychowania jesteśmy systematycznie oduczani tego naturalnego sposobu radzenia sobie z silnymi emocjami. Tymczasem już po jednej sesji właściwie przeprowadzonego wytrząsania możemy odczuć jakbyśmy zrzucili z siebie dziesięciokilogramowy ciężar. Zamrożone w mięśniach emocje sprawiają, że nasze kończyny i całe ciało wydaje nam się ciężkie.
Żadna medytacja nie zapewni nam takiego uwolnienia od poczucia spiętych i nieelastycznych mięśni. Co więcej odczuwanie ograniczenia w ruchomości ciała przekłada się na poziom psychiczny sprawiając, że tracimy elastyczność także na poziomie umysłu. Wytrząsanie pozwala nam także uwolnić się od konsekwencji zatrzymania w organizmie silnych negatywnych emocji.

- Czy możesz opisać nam jak to działa?
- Na poziomie fizjologicznym możemy wyodrębnić trzy fazy radzenia sobie ze strachem: ucieczkę, znajdowanie schronienia i walkę.
Ucieczka to naturalna reakcja na stres, który dotyka nas w sposób nieoczekiwany i nie dający szansy na uwolnienie się od niego w inny sposób. W fazie schronienia nasze przyczajone lub ukryte ciało spontanicznie oczyszcza się z emocji dokonując wytrzęsienia lęku, gromadzi energetyczne siły, a umysł przygotowuje plan obrony. Na etapie walki staramy się stawić czoła przeciwnościom i zrealizować swój plan działania. Ludzki organizm zbudowany jest bardzo praktycznie i jeśli tylko mu pozwolimy to pomoże nam uwolnić się z nie jednej opresji. Niestety na tej naturalnej drodze działania bardzo często stoi psychika wyposażona w wyuczone kulturowo programy postępowania ze strachem, które torpedują działania naszego ciała. Społeczeństwo wymaga od nas, abyśmy postępowali według schematu siły i reprezentowali kult macho. Największa trudność w pracy ze strachem polega na konieczności przyznania się przed samym sobą, że jesteśmy zbyt słabi, aby uporać się z tą negatywną emocją.

- Dlaczego musimy przyznać się do własnej słabości?
- Tylko przyznanie się i nazwanie naszego strachu daje szansę na odnalezienie jego przyczyny i poszukanie rozwiązania. Nienazwany lęk to emocja, z którą bardzo trudno się uporać. Ostatnio pracowałam z pewną siedemdziesięciopięcioletnią osobą, która mimo podeszłego wieku tkwiła z ciągłej depresji. Klasyczna pomoc psychologiczna i przyjmowanie lekarstw nie na wiele pomagało. Dopiero dotarcie do przyczyny lęku i zrozumienie, że boi się ludzi doprowadziło do przełomu w terapii. Okazało się, że kobieta jako bardzo małe dziecko była wyjątkowo zakrzyczana nie tylko przez swoich rodziców, ale także przez starsze rodzeństwo. Permanentny stres z dzieciństwa wytworzył w niej lęk przed kontaktami z innymi osobami. Z biegiem lat depresja zaczęła się pogłębiać, gdyż jako emerytka coraz częściej potrzebowała pomocy. Wytworzony w dzieciństwie lękowy schemat nadal działał i stwarzał coraz większe problemy w normalnym funkcjonowaniu. Dopiero zrozumienie wzorca dało jej szansę na jego odwrócenie i zaakceptowanie ludzi, którzy pragnęli jej pomóc. Taka terapia polega na zbudowaniu nowej relacje pomiędzy tworzącym wzorzec wydarzeniami sprzed lat, a obecnym życiem. Nową relację możemy zbudować nie tylko w kontaktach z ludźmi ale także w podejściu do innych rzeczy.

- Powiedzmy jeszcze o innych sposobach radzenia sobie ze stresem.
- Z pewnością zaproponowałabym praca z oddechem. Świadomy oddech jest najprostszym narzędziem, za pomocą którego możemy pozbyć się strachu. Podczas ataku paniki nasz oddech przyspiesza, bierzemy wtedy szybkie głębokie wdechy, które prowadzą do hiperwentylacji, zawrotów głowy, a potem do utraty przytomności. Żeby uspokoić oddech na poziomie fizycznym wystarczy sięgnąć po papierową torebkę lub zakryć usta dłonią dawkując dostęp tlenu i zwiększając poziom dwutlenku węgla. Dodatkowo na poziomie psychicznym skupiamy się na kontroli oddechu obserwując pracę papierowej torebki poruszającej się rytmicznie pod wpływem kolejnych wdechów i wydechów. Tak odzyskujemy kontrolę nad oddechem, jednym, ale jakże ważnym i potrzebnym nam do życia aspektem naszej rzeczywistości i przestajemy się bać lub panikować. Pamiętajmy, że oddech to wspaniałe narzędzie terapeutyczne, z którym warto pracować każdego dnia.

- Wspomniałaś w jednym ze swoich wykładów, że możemy uwolnić się od strachu oddając go własnej duszy. Jak to rozumieć?
- Żeby tak zrobić musimy najpierw odbudować zaufanie do naszej własnej duszy. Wiele osób wychowano w przekonaniu, że nic nie mogą, są niewiele warci i z pewnością w życiu do niczego nie dojdą. Postrzeganie siebie jako istoty pozbawionej mocy wewnętrznej i potrzebnej do życia siły fizycznej sprawia, że tracimy do siebie zaufanie, a co za tym idzie także do własnej duszy. A przecież dusza mogłaby nam pomóc poradzić sobie w sytuacjach stresowych. Wystarczy, że zawierzymy duszy i pozwolimy jej realizować nasz Boski Plan czyli najlepszą alternatywę na to wcielenie oraz poprzez oddanie kontroli pozwolimy by nasze ego współpracowało z duszą w idealnej harmonii. Wystarczy, że wyrazimy chęć współpracy z własną duszą, ona zawsze będzie na nas czekać.


- Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.

rozmawiał: Włodzimierz Adam Osiński
Tekst zamieszczony w magazynie "Czwarty Wymiar" nr 7/2020

AGNES CHODKIEWICZ - uzdrowicielka, terapeutka i Live Coach & Energy Healer z Nowego Jorku. Od ponad 16 lat pracuje jako uznany trener rozwoju osobistego oraz dyplomowany uzdrowiciel energetyczny. Zdolność widzenia energii i słyszenia istot niefizycznych posiadła od urodzenia. Poprzez samokształcenie i medytację wypracowała własną technikę pracy z energiami.
Posługuje się także metodami: theta healing, universal healing, universal touch oraz wieloma innymi. Prowadzenie seminariów i sesji indywidualnych jest dla niej sposobem na samorealizowanie się.